Leczenie CCSVI - Raport po zabiegu - samurajkaa

Raporty pacjentów, którzy poddali się zabiegowi udrożniania żył.
samurajkaa
Posty: 11
Rejestracja: 19 kwie 2010, 11:27
Lokalizacja: Olsztyn

Odp: Leczenie CCSVI - Raport po zabiegu - samurajkaa

Post autor: samurajkaa » 21 lip 2010, 18:22

Witam w ok. 4 godziny po 9-godzinnej podróży pociągiem o wdzięcznej nazwie „Tour de Pologne” – wysiadłam w połowie jego trasy :)

Ale do rzeczy. Wczorajsza wizyta kontrolna u doktora Simki pół roku po zabiegu kolejny raz utwierdziła mnie w przekonaniu, że IBT usprawnia przepływ krwi w moich żyłach szyjnych. Wypis brzmi: „Obie żyły szyjne wewn. – niewielkie zaburzenia przepływu w żyłach szyjnych w pozycji leżącej w okolicach zastawek. Poza tym przepływ jest prawidłowy”. Dodam jednak, że to ogólny zapis, z rozmowy z doktorem Simką wynikało, że tak czy tak ten przepływ nie jest idealny, można się przyczepić, ale generalnie nie jest źle. Oprócz sprawdzenia przepływu krwi z lekko uniesioną głową poprosiłam o zbadanie zachowania moich żył, kiedy dodatkowo leżę na boku (to z kolei na prośbę jeszcze innej osoby). Przepływ pozostawał dobry.

Informacja będąca chłodnym prysznicem dla zagorzałych entuzjastów teorii o CCSVI jako wyłącznej przyczynie SM (czyli i dla mnie): doktor Simka nie ma wątpliwości, że zaburzenia w odpływie krwi z mózgu to jeden z co najmniej dwóch czynników powodujących rozwój choroby o niewdzięcznej nazwie stwardnienie rozsiane. Ten drugi czynnik (albo jeszcze i trzeci, i czwarty, i piąty…) to oczywiście nieznany nam zupełnie obszar wiedzy – póki co. Trudno powiedzieć, czego może/mogą dotyczyć. Potwierdzeniem tej hipotezy są wyniki przeprowadzonych dotąd badań: i w Polsce, i na świecie. Nie wszystkim po zabiegu się poprawia (nawet jeśli z teoretycznego punktu widzenia już wszystko powinno być z żyłami w porządku), nie u wszystkich z SM takie zwężenia się znajduje (bardzo nieliczne przypadki, ale jednak), a czasem zwężenia znajduje się u osób zdrowych…

Moje samopoczucie wciąż w porządku: co prawda dzisiaj odrobinę mrowiły mi dłonie, takie minimalne zaburzenie czucia, ale minęło (na dodatek to czas trudnych „kobiecych dni”, pisałam o tym kilkakrotnie – zawsze wtedy delikatnie odzywa się u mnie SM, nie panikuję i raczej pomijam te dolegliwości, no ale rzetelnie to rzetelnie, niech będzie).

I jeszcze parę słów o spotkanych w poczekalni osobach. Jeden pan rozpoznał we mnie Natalię z forum – sama nie dopytywałam o „egzystencję wirtualną” – jeśli jednak Pan to czyta, serdecznie pozdrawiam, również małżonkę!
No i Pepe z TIMS-a :) („nasze” słynne amerykańskie forum, gdzie raporty piszą ludzie z całego świata) – niesamowicie sympatycznie się rozmawiało. Pepe opowiadał o swojej żonie, która zresztą siedziała obok mnie i wciąż się uśmiechała, mówiła jednak tylko w swoim rodzimym języku, hiszpańskim, dlatego jej mąż sumiennie odgrywał rolę tłumacza. No i informacja budująca (czytelnikom TIMS-a zapewne znana): żona Pepe wstała z wózka ok. 2 tygodnie po zabiegu i ciągle widzi poprawę, np. nie ma problemu z wymawianiem słów. Od ponad roku bierze też Tysabri (stosowanie tego leku również przynosiło efekt, jednak nie w tak piorunującym tempie i nie tak wyraźnie, jak sam zabieg udrożnienia żył szyjnych).
Pepe mówił też o kontakcie z Tobą, annablack, że jesteś bardzo talkative ;) (to na podstawie filmików Twojego autorstwa) - zna Ciebie jako Anna from Warsaw, ale jakoś nie miałam wątpliwości, że chodzi o właśnie o Ciebie :), nie wspominając o wdzięczności Pepe panu Ryśkowi (Rici na TIMS-ie) - bardzo pomógł również tej hiszpańskiej parze.

W sumie to chyba tyle, jak mi się coś istotnego przypomni, dam znać.

Aha, i do niedzieli jestem jako tako dostępna w Internecie, później znikam i to do drugiej połowy września, ewentualnie może okazjonalnie uda mi się coś skrobnąć na temat mojego samopoczucia, jeśli tylko będę miała taką możliwość (nikłe prawdopodobieństwo niestety).

Pozdrawiam wszystkich serdecznie!

Odpowiedz
  • Podobne tematy
    Odpowiedzi
    Odsłony
    Ostatni post