Czy SM usprawiedliwia ZACHOWANIE?

Ogólne rozmowy o chorobie.
merenvien
Posty: 5
Rejestracja: 25 wrz 2011, 21:37

Czy SM usprawiedliwia ZACHOWANIE?

Post autor: merenvien » 25 wrz 2011, 21:41

Piszę akurat tu bo macie styczność z SM więc może łatwiej będzie Wam zrozumieć o co mi chodzi.
Moja mama choruje od 2001 roku. Wtedy kompletnie nie rozumiałam o co w tej chorobie chodzi. Teraz mam 18 lat i można powiedzieć, że wiem o niej wystarczająco dużo. A mimo to wciąż Przeraża mnie to, że uczestniczy w jakimś eksperymencie, przeraża mnie to, że lepiej być nie może, przeraża mnie to jak bardzo zmieniła ją ta choroba i przeraża mnie to, co słyszę o następstwach SM.

SM zmienia ludzi.
Patrząc na nią – nie poznaję jej. Gdzie podziała się moja mama? Czy to żart? Widzę zgorzkniałą kobietę, która wciąż udowadnia mi , że tylko ona pracuje, cierpi, wszystkie czynności wykonuje dobrze. Co gorsza gra przed światem jakąś śmieszną rolę, której nie rozumiem. Jaki sens ma pozorowanie bycia męczennicą skazaną na dwie nierozgarnięte niedojdy (mnie i tatę).

Słowa bolą bardziej niż wymierzony policzek.
Właściwie nic dodać nic ująć. Z jej ust padają różne słowa w moim kierunku. Problem w tym, że tak jakby zapomina jak bardzo słowa potrafią ranić. Debil. Idiotka. Matoł. Gnój. Krowa. – Te słowa naprawdę dawno przestały wzbudzać u mnie jakiekolwiek emocje. To że działam jej na nerwy, wkurwiam ją i że mam spierdalać bo ma mnie dość, gdy chcę z nią porozmawiać zamiast się kłócić. Mam wrażenie, ze nie dostrzega problemu jaki ma z rozmawianiem z innymi. Każda czynność podlega krytyce. Gdy pomagam, dowiaduje się, że mam się nigdy więcej za to nie brać, bo zamiast pomagać, tylko utrudniam. Kiedyś, jak miałam 16 lat, buntowałam się, płakałam przy niej i mówiłam podniesionym głosem, że pójdę, ale musi przestać krzyczeć. Wtedy zdażyło się kilka razy, ze straciła nad sobą panowanie i uderzyła mnie w twarz. Za pierwszym razem byłam zszokowana i bez słowa wybiegłam z pokoju. Później po takim incydencie dosłownie :”nadstawiałam drugi policzek” i mówiłam : ,,celuj, ale jesteś pewna ,że Ci ulży?”. Niedawno, po moich urodzinach w trakcie jakiejś błahej sprzeczki o ułożenie zakupów w lodówce powiedziałam jej, że nie ma prawa tak mnie traktować. Obie straciłyśmy panowanie i stłukła szklankę. Chyba przypadkiem. Ale jakoś wtedy kiedy schyliłam się, żeby pozbierać szkło powiedziałam pod nosem, coś o tym, że nie umie rozmawiać z drugim człowiekiem i że dziwie się, że tata jeszcze to znosi. Nie pamiętam dokładnie jak to ujęła, bo nawet dokładnie tego nie słyszałam, ale bardzo szybko do mnie podeszła i doszło do mnie tylko urwane :”zabiję…”. W oczach miała coś takiego, że zamarłam i przez moment zastanawiałam się, czy mówi serio.

Znieczulica absolutna jest pomocna. Do czasu.
Jak mówiłam. Kiedyś płakałam kiedy się sprzeczałyśmy. Z racji różnicy charakterów było to dosyć częste. Teraz Przy niej rzadko kiedy ronię łzy. Może to dlatego myśli, że jestem bezduszna , chociaż ona użyła tu określenia „sukowata”. Ale nie chcę dac jej satysfakcji, że boli mnie to. Czasami, kiedy wpada w szał celowo zachowuje stoicki spokój i zupełnie nic nie mówię. Widzę, że drażni ją to jeszcze bardziej, bo jeśli nic nie mówię, to nie ma żadnego argumentu. Ale daję słowo, czasami, kiedy to wszystko się kumuluję wybucham w swoim pokoju histerycznym płaczem. Cała się wtedy telepię, nie mogę złapać oddechu bo „coś” stoi mi w gardle. Wtedy z nauki już nici, bo o niczym innym nie jestem w stanie myśleć. Uodporniłam się tylko pozornie

Nieświadome niszczenie człowieka?
Możliwe. Bo ja również się zmieniłam. I mówią mi to bardzo często znajomi. Przyznaję się bez bicia, że ja chyba zaczęłam w to wszystko wierzyć. Że niczego nie robię dobrze, że to wszystko moja wina, że kłóci się z tatą, że nie umiem żyć w społeczeństwie. Mam całą masę kompleksów, które blokuja mnie w szkole, na egzaminach, przed wystąpieniami… Jak w kalejdoskopie przewijają mi się jej słowa i nie dają spokoju. Paraliżuje mnie strach. Staram się nie dawać tego po sobie poznac, ale nie jest to wszystko takie proste, gdy całe otoczenie ma Twoją mamę za dzielną, dobra wspaniała kobietę, której rodzina jest dla niej wsparciem.

Destrukcyjne pozory.
Pozory normalności. Rozmowa przez telefon zaczyna się od tego, ze bardzo źle się czuje, ale nie stara się nie zwracać na to uwagi, bo trzeba jakoś żyć. Jakoś? A gdzie podziała się jakość tego życia. Kidy pojawiają się goście, jestem najwspanialszą córeczką na świecie. Pojawiają się zdrobnienia a w moim brzuchu panuje totalna rewolucja. Jest mi niedobrze od tego lukru. I co mam powiedzieć? I tak nikt mi nie uwierzy. Bo moja mama, jako szanowana pani doktor po prostu nie może być zła.

Bariera ciężka do pokonania.
Stałam się córeczką tatusia. A prawda jest taka, że jakoś samo tak wyszło. Z mamą spędzam teoretycznie więcej czasu, bo z racji choroby krótko pracuje. Ale ciężko jest porozmawiać, kiedy lecą jej ulubione seriale. Mam wrażenie, ze wtedy mnie ignoruje i przytakuje dla świętego spokoju. A tata, chociaż wraca z pracy późno zawsze przyjdzie do pokoju, zapyta jak minął mi dzień, a kiedy widzi że jestem przybita zapyta co się stało i wyciągnie mnie na spacer bo wie, że oprawia mi to humor . Mamie nie zwierzam się z bardzo prostej przyczyny. Kiedyś w napływie gniewu wyrzuciła mi wszystko o czym jej mówiłam, że sprawia mi kłopot i obróciła ten fakt przeciwko mnie.

Przepraszam, że tak długo. Ale po prostu duszę się i nie mam komu o tym powiedzieć. Po przeprowadzce, nie mam obok żadnej przyjaciółki. Czasami chciałabym jej ulżyć i po prostu zniknąć. Raz i na zawsze. Ona powinna mi być bardzo bliska i dlatego nie umiem się od niej odciąć. Ale po tylu próbach szczerej, spokojnej rozmowy mówię : PAS.

Potrzebuję jakiegokolwiek wsparcia. Czy ktoś z Was ma podobnie? Błagam pomóżcie mi ją zrozumieć. Rozumiem chorobę, wiem jak bardzo sfrustrowana może być. Ale dlaczego wyżywa się w taki sposób?

Awatar użytkownika
Elzbieta1
Posty: 138
Rejestracja: 27 kwie 2011, 15:55
Lokalizacja: Oława

Odp: Czy SM usprawiedliwia ZACHOWANIE?

Post autor: Elzbieta1 » 26 wrz 2011, 08:39

Cześć.Choruje od jakiegoś czasu i jestem w szoku :shock: Pierwsze słysze by tak ktoś sie zachowywał owszem chory czasem nie chce pomocy chce robić wszystko sam wkurza sie na samego siebie jeżeli nie daje rady.... ale by tak ubliżac bliskim.Czy mama była u psychiatry może to jest coś inne niż tylko SM. Może powinnaś pójsc do psychologa i porozmawiac o tym jak masz postępować.

Awatar użytkownika
Cypek
Administrator
Posty: 605
Rejestracja: 16 kwie 2010, 10:40
Lokalizacja: Polska
Kontaktowanie:

Odp: Czy SM usprawiedliwia ZACHOWANIE?

Post autor: Cypek » 26 wrz 2011, 20:55

Nie, SM nie może całkowicie usprawiedliwiać takiego zachowania - może usprawiedliwiać gorsze dni, ale nie jeżeli ten stan trwa ciągle. Myślę, że Twoja mama nie pogodziła się z tym, że jest chora i chce wszystkim - a przede wszystkim sobie - udowodnić, że jest silna i sprawna tak samo jak kiedyś, stąd jej ciągłe wypominanie, że tylko ona robi wszystko najlepiej. Myślę, że boi się o swoją niezależność, że kiedyś przyjdzie taki dzień, że będzie musiała poprosić o pomoc.
Takie zachowanie może świadczyć o stanie depresyjnym Twojej mamy, więc wizyta u psychologa jest chyba najlepszym pomysłem. Gdyby wizyty u psychologa nie przynosiły spodziewanego skutku, to jak najbardziej wizyta u psychiatry.
Chciałbym zaznaczyć, że wizyta u psychiatry nie oznacza od razu choroby psychicznej. W leczeniu stanów depresyjnych psychiatra jest jak najbardziej odpowiednim lekarzem.

Ps. To ostatnie zdanie napisałem, bo niestety znam stereotyp w naszym chorym kraju dotyczący leczenia się u psychiatry.
Ps2. Wiem, że przekonanie mamy do wizyty u psychologa a tym bardziej psychiatry może być bardzo trudne. Znacie ją z Tatą najlepiej, więc uważam że powinniście wspólnie wymyślić jak ją do tego przekonać.
Życie nie jest lepsze ani gorsze od naszych marzeń, jest tylko zupełnie inne.

Awatar użytkownika
Primosz
Moderator
Posty: 581
Rejestracja: 19 kwie 2010, 14:37
Lokalizacja: Polska B

Odp: Czy SM usprawiedliwia ZACHOWANIE?

Post autor: Primosz » 26 wrz 2011, 23:20

Czesc,merenvien.
Przede wszystkim dziekuje za szczerosc i gratuluje odwagi :!: Niby to anonimowo ale w pewnych kwestiach rozumiem cie doskonale i wiem,ze pisanie kosztowalo wiele emocji.Jestem pewien,ze samo w sobie pomoglo choc troche :)

Mysle,ze nie da sie jednoznacznie odp. na to pytanie.Z jednej str.,choroba moze zaatakowac osrodki mozgu odpowiedzialne wlasnie za zachowanie a z 2j,takie emocje moga byc posrednim jej skutkiem.Nie da sie tego zmierzyc ale chyba nawet nie ma sensu probowac,bo i po co...
'Ludzie sie nie zmieniaja,to okolicznosci sie zmieniaja' - cos w tym jest ale pod wplywem pewnnych czynnikow zmienia sie kazdy.

Szczerze piszac,to watpie w sukces skierowania mamy do specjalisty.Sama jest lekarka i to chyba najwieksza przeszkoda.Poza tym,musialaby przyznac sie przed soba do istnienia problemu a przeciez nie po to odgrywa wszystkie te scenki.Oczywiscie nie znaczy to,zeby nie probowac :!: Trudno mi tak na odleglosc (nie znajac przypadku) doradzac konretnie w tak zawilej sprawie ale jestem pewien,ze wspolnymi silami postaramy sie cos wykombinowac :D
Fajnie,ze dolaczylas do Forum :!: Zostan tu i pisz smialo,jak dotad :) Twoj pkt widzenia moze nawet niektorych zmusi do reflexsji nad wlasnym zyciem/zachowaniem a to juz wiele.

Trzymaj sie,dziewczyno! :)

I pamietaj:
upadasz nie dlatego,ze brakuje sil...
upadasz,by wstac silniejsza :!: :D
Verba volant, scripta manent

merenvien
Posty: 5
Rejestracja: 25 wrz 2011, 21:37

Odp: Czy SM usprawiedliwia ZACHOWANIE?

Post autor: merenvien » 27 wrz 2011, 06:24

Po pierwsze bardzo dziękuję, ze potraktowaliście mnie poważnie. Bo czytają to co napisałam sama pukałam się czoło i myślałam, ze to nie ma sensu. Pocieszam się tym, ze tak jak teraz wszyscydostaniemy w tyłek przez SM to już nic nas nie zaskoczy.
Niedługo wyjazd do Łodzi i sanatorium i ciężko mi to mówić,,, ale dla mnie to będzie kilka tygodni odpoczynku.
Inna sprawa , ze jak to przy SMie - są lepsze i gorsze dni.
Szukam literatury popularnonaukowej na temat stwardnienia. Chodzi mi o zdobycie wiedzy, ale zastanawiam się, czy nie pomoże jej sama myśl, że staram się angażować i zrozumieć. Możecie coś polecić?

Pozdrawiam i jeszcze raz bardzo,, bardzo dziękuje. Ulżyło mi, bo jak dotad gryzłam się z sobą i miałam wrażenie jakbym była skończoną egoistką.

Awatar użytkownika
Cypek
Administrator
Posty: 605
Rejestracja: 16 kwie 2010, 10:40
Lokalizacja: Polska
Kontaktowanie:

Odp: Czy SM usprawiedliwia ZACHOWANIE?

Post autor: Cypek » 27 wrz 2011, 14:37

Na początek poczytaj coś z wydawnictwa PTSR:

http://www.ptsr.org.pl/pl/?poz=Top/A/90

spora część tego wydawnictwa jest do pobrania za darmo w postaci pliku PDF.

Ponadto dla Twojej mamy "Sobie Moc" dr Joanny Woyciechowskiej
Życie nie jest lepsze ani gorsze od naszych marzeń, jest tylko zupełnie inne.

Awatar użytkownika
Primosz
Moderator
Posty: 581
Rejestracja: 19 kwie 2010, 14:37
Lokalizacja: Polska B

Odp: Czy SM usprawiedliwia ZACHOWANIE?

Post autor: Primosz » 27 wrz 2011, 17:30

Powyzsze wydanictwa mozesz nawet zamowic do domu,za darmo.
Ksiazki nie czytalem ale mialem do czynienia z dr W. i gloszone poglady w wielu miejscach budza moje watpliwosci ale moze warto poczytac :)
Verba volant, scripta manent

maja72
Posty: 2
Rejestracja: 21 paź 2011, 14:16

Odp: Czy SM usprawiedliwia ZACHOWANIE?

Post autor: maja72 » 21 paź 2011, 14:43

Witam serdecznie ! :D
Rozumiem o czym piszesz mój mąż ma sm. Zachowuje się bardzo agresywnie nie pomogła wizyta ani u psychologa ani u psychiatry. Ubliża mi i dzieciom - nie przebiera w słowach - bardzo się go boję , coraz częściej widzę w jego oczach nienawiść i szaleństwo . I masz rację jego słowa ( okropne, straszne i obrzydliwe) już nas nie ranią jesteśmy obojętni. Biję się z myślami jak żyć z człowiekiem który nie szanuje nikogo .

mandrzej
Posty: 40
Rejestracja: 18 paź 2010, 22:15
Lokalizacja: LDZ

Odp: Czy SM usprawiedliwia ZACHOWANIE?

Post autor: mandrzej » 13 sty 2012, 09:16

Może usprawiedliwiać zachowanie, może być przyczyną zachowania. Z wyłączeniem usprawiedliwiania niepodjęcia żadnych kroków, żeby zachowanie zmienić :).
No bo jakby nie było awarie następują w mózgu, a on kieruje naszymi zachowaniami :).
Na przykład taka depresja - może powstać nie tylko z samego faktu świadomości bycia chorym ale i na skutek zmian fizycznych w głowie. Warto także pamiętać, że depresja to nie tylko stany "smutku", ale może przyjmować formę na przykład właśnie agresji, nerwowości itp. I taka postać jest tym trudniejsza do rozpoznania.

maja72
Posty: 2
Rejestracja: 21 paź 2011, 14:16

Odp: Czy SM usprawiedliwia ZACHOWANIE?

Post autor: maja72 » 10 lut 2012, 09:36

Bardzo proszę o pomoc ! Jest coraz gorzej . :cry:

Odpowiedz