Czy SM usprawiedliwia ZACHOWANIE?

Ogólne rozmowy o chorobie.
Awatar użytkownika
Primosz
Moderator
Posty: 581
Rejestracja: 19 kwie 2010, 14:37
Lokalizacja: Polska B

Odp: Czy SM usprawiedliwia ZACHOWANIE?

Post autor: Primosz » 10 lut 2012, 09:57

Jakies konkrety :?:
Verba volant, scripta manent

merenvien
Posty: 5
Rejestracja: 25 wrz 2011, 21:37

Odp: Czy SM usprawiedliwia ZACHOWANIE?

Post autor: merenvien » 15 kwie 2012, 07:13

Melduję się ponownie. Duzo czasu mineło od mojego ostatniego postu.
Ale...
Widzę poprawę naszych relacji. Gwałtowne ocieplenie na froncie i tak dalej.
Prawdopodobnie powodem była zdiagnozowana u mnie nerwica i poważna rozmowa lekarza z moimi rodzicami. Niemniej jednak obie dokładamy wszelkich starań aby cała atmosfera powoli wracała do normy. Łatwo nie jest ale teraz przynajmniej czuję, ze ona też tego chce. Nie wiem na jak długo nastąpiła poprawa, ale i tak dziękuję bardzo!

Awatar użytkownika
Primosz
Moderator
Posty: 581
Rejestracja: 19 kwie 2010, 14:37
Lokalizacja: Polska B

Odp: Czy SM usprawiedliwia ZACHOWANIE?

Post autor: Primosz » 15 kwie 2012, 10:51

Czesc :!: Swietne informacje i oby wszystko nadal toczylo sie tym torem :D
Verba volant, scripta manent

merenvien
Posty: 5
Rejestracja: 25 wrz 2011, 21:37

Odp: Czy SM usprawiedliwia ZACHOWANIE?

Post autor: merenvien » 15 kwie 2012, 14:12

Również bardzo, bardzo się cieszę. Mam wrażenie ,że potrzebowałyśmy, aby nami "zatrzęsło". Jej potrzebna była diagnoza mojego lekarza i świadomość do czego to wszystko doprowadziło, a mi potrzebna była świadomość , że wszystko może się zdarzyć i kto wie... za kilkanaście lat mogę być na jej miejscu.
Tacie też dużo zawdzięczam.Gdyby nie on nie miałabym odwagi iść do lekarza.

Konkluzja jest jedna: Z tym można walczyć! Ale tylko pokojowymi środkami, cierpliwością i spokojnym , szczerym słowem. Od nowa odbudowujemy każdą najmniejszą cegiełkę naszej "fortecy". Nie jest lekko bo zaufania nie da się odbudować na pstryknięcie palcem. Ale widzę chęci!

Awatar użytkownika
Cypek
Administrator
Posty: 607
Rejestracja: 16 kwie 2010, 10:40
Lokalizacja: Polska
Kontaktowanie:

Odp: Czy SM usprawiedliwia ZACHOWANIE?

Post autor: Cypek » 16 kwie 2012, 12:28

Mam nadzieję, że mogliśmy chociaż w niewielkim stopniu Ci pomóc. Bardzo cieszy też fakt, że wspieracie się wzajemnie w rodzinie.
Cóż - nie pozostało mi już nic innego jak życzyć Wam sukcesów na polu walki ;)
Życie nie jest lepsze ani gorsze od naszych marzeń, jest tylko zupełnie inne.

InnyWiatr
Posty: 1
Rejestracja: 14 lip 2012, 16:54
Lokalizacja: Polska

Odp: Czy SM usprawiedliwia ZACHOWANIE?

Post autor: InnyWiatr » 15 lip 2012, 09:25

Witam po raz pierwszy na forum i odświeżam wątek. Mam bardzo podobne doświadczenia z chorobą mojego męża. Agresja, agresja i jeszcze raz agresja. Na co dzień jest w porządku, ale co jakiś czas (i niestety coraz częściej) pojawia się taka scenka: mąż się budzi, widzę, że to będzie ten gorszy dzień i się zaczyna. Wyzywanie, szukanie pretekstów do awantury, przeklinanie, innymi słowy cieszę się, jeśli to dzień w tygodniu i oboje wychodzimy do pracy. Zwykle do wieczora mu przechodzi. Natomiast jak mamy spędzić cały dzień razem, zaczyna się piekło. Początkowo faktycznie szukałam winy w sobie, że może coś powiedziałam nie tak, co go wkurzyło, a złe samopoczucie zdublowało efekt. Po jakimś czasie jednak doszłam do wniosku, że to on jest prowodyrem i winowajcą takich sytuacji od początku do końca. I przestałam reagować. Okazało się, że wówczas podejmuje próby sprowokowania mnie do jakiejś reakcji, aby móc się do czegoś przyczepić i wyżyć słownie. I będzie tak robić, aż mu się w końcu uda. Przynajmniej do tej pory nie udało mi się uniknąć starcia. Sądzę, że przyczyna jest wyłącznie psychiczna, że męski egoizm nie chce zaakceptować faktu, że tylko on cierpi. Leki w tym aspekcie też nie pomagają. Dlaczego ja nie mogę pocierpieć z nim? Od razu będzie raźniej! I zaczyna się awanturować, ja potem przepłaczę parę dni, po czym on przychodzi skruszony, że jak ja daję radę z nim wytrzymywać i takie tam. I szczerze mówiąc coraz trudniej jest mi dawać radę, kiedy dostrzegłam, że on to robi z premedytacją. To nie są sytuacje codzienne, ale jednak się wydarzają i tak bardzo mi wówczas serce ściska, kiedy pomyślę, że jesteśmy 3 lata po ślubie, kiedy moglibyśmy wykorzystywać ten czas jak najbardziej radośnie, szczęśliwie, mimo choroby. Nie wiem, czy poza kompletnym zobojętnieniem jest inna rada na przetrwanie takich zachowań. Jakieś pomysły? Komentarze? Pozdrawiam
ps. Maja72 -jeśli czytasz jeszcze to forum i chciałabyś się podzielić doświadczeniem, to zapraszam na priv. Czasem wymiana myśli bardzo pomaga, a wygląda na to, że jesteśmy w podobnej sytuacji.

merenvien
Posty: 5
Rejestracja: 25 wrz 2011, 21:37

Odp: Czy SM usprawiedliwia ZACHOWANIE?

Post autor: merenvien » 14 sie 2012, 09:56

Inny Wiatr - mam bardzo podobne doświadczenie z mamą. U niej zauważyłam , że coraz częście zwraca nam uwagę o pierdoły i chyba chce w ten sposób udowodnić, że mimo, że jest chora to i tak o wiele lepiej sobie w zyciu radzi niz my... paranoja...

A u mnie jest coraz gorzej. Gorzej o tyle, że rozmowy w ogóle nie ma. To boli, bo chciałabym to jakoś rozwiązać, szczerze pogadać z własną matką. To przecież niewiele biorąc pod uwagę , że mieszamy pod jednym dachem.
Za każdym razem kiedy próbuję jej powiedzieć, że wybucha bez powodu, to słyszę, że mam się zamknąć i spieprzać do siebie, bo nie chce na mnie patrzeć. Pomijam obelgi bo do nich najzwyczajniej w świecie przywykłam. Czasami po prostu potrzebuję sie komuś wyżalić, żeby rozładować ciśnienie.
Ona sobie z tym nie radzi.
Babcia mieszka z nami od jakiegoś czasu ( czyli jej mama) i dostrzegam pewien paradoks. Czasami nie wytrzymuję i próbuję jej zwrócić uwagę na to, ze to , ze gorzej się czuje nie zwalnia jej od tego, że powinna przestrzegać pewnych zasad życia w rodzinie. Ona wtedy na mnie wrzeszczy i mówi , że jestem zerem i nie mam prawa żeby zwracać jej uwagę. Później dostaję całą masę zakazów. Że nie wyjdę do znajomych, że nie dostanę czegoś o co prosiłam. Na miłość boską, wiem że 19 lat to nie dużo, ale to chyba przesada! Tym bardziej , że przecież nie ma do tego powodu. Babcia czasami też zwraca jej uwage i wtedy się zaczyna... "jeżdżenie" po staruszce. Jest mi bardzo przykro bo babcia jest osoba bardzo wrażliwa i wszystko bierze do serca.

Bliskie mi osoby mówią , ze powinnam olać medycynę i jak najszybciej wyjechać na studia - jakiekolwiek, bo zniszczy mnie. Wielokrotnie będąc u mnie słyszeli co się wyprawia. Przyznaję , że ta sytuacja trwała już ponad 6 lat więc trochę na mnie wpłynęła.
A jednak zostanę w domu bo marzy mi się medycyna. Trzy lata harowałam jak wół, zarywałam noce, rezygnowałam z imprez. a mama w niczym mi nie pomaga swoimi słowami. Czuję się tym "zerem".

Podczas badań w Łodzi musiała pójść do psychiatry. Wtedy jak to tata zgrabnie ujął zagrała perfekcyjną żonę i matkę. Ona nie chce rozwiązać tego problemu. Czuję się bezradna.

Mam wrażenie jakby te wcześniejsze ocieplenia były ciszą przed burzą... Ostatni rzut i wszystko się zmieniło. Wiem , ze było jej ciężko , była w szpitalu na sterydach ale kompletnie nie rozumiem jej postawy. Tych sterydów bała się jak ognia, bo nie chciała przytyć. Selmaj postawił jej ultimatum wiec musiała. A po szpitalu chodziła wściekła na cały świat i gadała jaka to ona napuchnięta. Miałam wrażenie, ze tylko to ją obchodzi! A przecież jest tylu ludzi w o wiele gorszym stanie. Ona normalnie pracuje, chodzi na zakupy, a dwa domy dalej mieszka kobieta którą zostawił mąż, dziecko się od niej odwróciło, a sama nie jest w stanie pójść na spacer... No nie rozumiem własnej matki! Przecież powinna to jakimś cudem docenić !

W między czasie sama musiałam jechac na tydzień do szpitala. Odetchnęłam i potraktowałam to jak wakacje. Wypomina mi moją to , że mialam/mam nerwicę. Ukośnik wstawiłam, bo mama stwierdziła , ze moje wizyty u lekarz auznała za niepotrzebne. I tak oto nastąpiło tzw. pierdut i sielnaka zakończyła się równie gwałtownie jak się zaczęła.

Podsumujmy: Mama od ostatniego czasu otrzymała od losu słabszą nogę, brak czucia w ręce, jeszcze ciężej pracującego męża i córkę, której powoli brakuje siły.

Przepraszam za kolejny wywód , ale tu czuję, że ktoś naprawdę wie o czym mówię.

furbii
Posty: 1
Rejestracja: 31 maja 2013, 10:31

Odp: Czy SM usprawiedliwia ZACHOWANIE?

Post autor: furbii » 31 maja 2013, 10:45

witam. potrzebuje pomocy. juz nie wiem co robic. opis zachowania mamy uzytkownika merenvien jest identyczny do mojej sytuacji. Moja mama ma SM i z najlepszej mamy na swiecie zmienila sie w kogos, kogo nie poznaje. najbardziej wspolczuje tacie. on sobie z mama rady juz nie daje. nie wiem co robic - serce mi peka- widze tate, ktory zaczyna popadac w ciezka depresje przez mame; mama cierpi na depresje przez SM ale do tego stala sie okropna i nie do wytrzymania, trudno czasem z nia racjonalnie porozmawiac. jestem zalamana :( chcialam namowic ja zeby poszla do psychologa ale ona sobie nie da nic powiedziec. jak pomoc komus kto nie rozumie, ze potrzebuje pomocy- ona ma ciezka depresje i cos sie z mozgu poprzestawialo. jak chce pomoc to zawsze wsyztsko krytykuje, juz mam dosyc tej krytyki- najczesciej krytykuje tate ale za wszystko. podejrzewa go o zdrade, mowi okropne rzeczy ktore maja sie nijak do rzeczywistosci, jak ma momanty kiedy jest tak zla, ze nie panuje nad emocjami to potrafi byc wulgarna czego nidgy wczesniej nie zrobila a najgorsze jest to, ze nie potrafie jej pomoc i widze jak sama cierpi i sama sobie nie radzi z emocjami. jak probuje racjonalnie porozmawiac na spokojnie to nic nie daje poniewaz wraca do rzeczy, ktore nie maja zadnego znaczenia wiec trudno sie rozmawia. potrafi wyrzucic mi rzeczy, ktore powiedzialam lub zrobilam wieki temu, ona trzyma wsyztsko w sobie nie jest tym samym czlowiekiem, ktorym kiedys byla. czy ktos mnie zrozumie :( najbardziej mi zal taty, ktory byl taki wesoly a teraz ...

Odpowiedz